Co prawda w chwili kiedy piszę ten tekst czas pierwszych komunii świętych jest już dawno za nami wszystkimi. Może to jednak i lepiej, bo przynajmniej można było się temu wszystkiemu dokładnie przyjrzeć i teraz na spokojnie, z perspektywy czasu dokładnie opisać. Niezbędna tu będzie jednak pewna refleksja i podróż kilka lat wstecz. Gdy autor tego tekstu stremowany, napełniony duchem i wiarą szedł do pierwszej komunii wszystkie dzieci wyglądały jednakowo. Każdy (zarówno chłopcy jak i dziewczęta) miał jednakowe stroje – tak zwane alby. Czasami zdarzyło się, że jakiś chłopiec zamiast wspomnianego ubioru miał białą marynareczkę, białe spodnie i buty, ale wciąż była to przede wszystkim skromność i jakaś pokora – wszak komunia winna być świętem ducha. Obecnie jednak jest zupełnie inaczej. Przygotowywania (szczególnie dziewczynek) do komunii przypominają bardziej przygotowania do ślubu. Manicure, wizyta u fryzjera, żeby fryzura była najpiękniejsza, no i suknie. Już nie zwykłe, proste, skromne, lecz pełne przepychu z falbanami, marszczeniami i innymi przecież niepotrzebnymi dodatkami. Potem, gdy patrzy się na pamiątkowe zdjęcie ma się wrażenie, że to zbiorowy ślub nieletnich, a nie komunia. Więc w końcu co? Komunia czy ślub?